.blog-pager {display: none !important;}

środa, 27 marca 2013

Twarzą w twarz ze śmiercią.


Ostrożnie stawiała kolejne kroki. Ręką delikatnie muskała poręcz, uważnie patrzyła pod nogi, by wszystko poszło tak, jak zaplanowała. Rozglądała się nerwowo, wypatrując jakichkolwiek oznak, że ktoś nie śpi. Nikt nie mógł jej usłyszeć, dowiedzieć się, że jest tutaj, a nie w łóżku otulona pierzyną. Czuła się jak włamywacz, złodziejaszek próbujący ukraść drobne przedmioty, dzięki którym będzie miał szanse przeżyć kolejne dni swej marnej egzystencji. Nie obchodzi go, że być może to ostatnie, co ktoś ma. To on jest najważniejszy.
On i nikt inny.
Planując to wszystko zastanawiała się, czy nie jest egoistką, ale za każdym razem odganiała nieprzyjemne myśli, bojąc się, że przez nie zrezygnuje. Wiedziała, że zostawi tu tyle ważnych dla niej osób, ale ból po ich stracie kiedyś minie, a cierpienie, którego doznawała tutaj nie, jeśli odpuści i postanowi udawać, że plan o ucieczce nigdy nie przyszedł jej do głowy. Teraz, stawiając kroki na kolejnych stopniach schodów, które wydawały się ciągnąc w nieskończoność, czuła się okropnie i nie miała wątpliwości, co do swego egoizmu. Zostawi ich wszystkich, by nie cierpieć. Kto im teraz będzie pomagać? Kto będzie stawać w ich obronie? Jeśli teraz odejdzie, nikt. Tylko ona dotychczas była na tyle przepełniona dumą i odwagą, by się sprzeciwić.
Ona i nikt inny.
Ale nie mogła zostać, nie chciała. Już nie potrafiła udawać, że wszystko jest w porządku. Każdy kolejny wymuszony uśmiech kosztował ją coraz więcej. Nie chciała nikogo zawieść, czy zranić i choć swym postępowaniem miała to uczynić, nie mogła się teraz poddać. Nie teraz, kiedy miała szansę odzyskać upragnioną wolność, którą wcześniej jej odebrano.
Każdego wieczoru zasypiała przepełniona nadzieją, że to wszystko się skończy, jednak następnego dnia otwierając oczy o świcie zalewało ją rozczarowanie przepełnione gniewem. Traciła już siły, nie umiała sobie poradzić z tym wszystkim, czuła się bezsilna. A ból, ból stał się czymś zwyczajnym, monotonnym. Przyłapywała się nawet na tym, że nie zwraca na niego już uwagi, jak gdyby nie istniał, jakby się skończył. Ale z każdym kolejnym ciosem upokorzenie rosło, a duma i odwaga malały. Nie potrafiła już tak dłużej żyć, musiała to zakończyć. Musiała uciec.
Usłyszała cichy trzask, szelest, a następnie kroki. Zamarła. Nie mogła się ruszyć, nie wiedziała co myśleć, co robić. Bała się. Jeśli ktoś ją teraz zobaczy, następna szansa na wolność nigdy się nie pojawi. Nigdy.
To będzie jej koniec.
Potrząsnęła głową, by pozbyć się czarnych scenariuszy i rozejrzała się nerwowo. Wszystko było spowite mrokiem, jednak dziewczyna mimo tego szybko wodziła wzrokiem dookoła, by zyskać pewność, że jest bezpieczna. Wszystko ucichło, w zasięgu wzroku nie dostrzegła żadnego ruchu. Szybko zbiegła z ostatnich stopni, dziękując w duchu, że całe schody pokryte są ciemnym dywanem, który znacznie tłumił jej kroki. Ruszyła długim korytarzem, co chwila zerkając za siebie. I nagle zatrzymała się. W jej oczach rosło przerażenie. Ręce zaczęły lekko drżeć, serce biło jak oszalałe. Uświadomiła sobie, że kroki ucichły nie bez powodu.
Starała się opanować, jednak wiedziała, że musiała myśleć intensywnie, logicznie i szybko. Najpierw był trzask, ktoś otworzył drzwi. Wcześniej nikogo na korytarzu nie było, na żadnym piętrze, więc ta osoba wychodziła, później były kroki. Może i ucichły i poczuła się bezpiecznie, ale przecież ta osoba nie wyparowała. Gdyby weszła do innego pomieszczenia, byłby kolejny trzask, a nie było.
Myśl, szybciej, myśl”, powtarzała sobie w myślach odgarniając grzywkę w czoła. „Dywan”, przypomniała sobie. Szybko się odwróciła. Nic. Zmrużyła oczy, próbując dostrzec coś w mroku. Nic. Odetchnęła, ale wcale nie czuła się uspokojona, nie czuła się bezpiecznie. Ten ktoś tu jest. Dywan na schodach tłumił nie tylko odgłos jej kroków.
Już miała się odwracać, gdy przypomniała sobie te wszystkie horrory, które oglądała w dzieciństwie z rodzicami i ten schemat. Ktoś się odwraca, nic za nim nie ma, ale jest coś przed nim. „Przestań!”, skarciła się w myślach. Odwróciła się szybko z powrotem w kierunku celu.. Pusto. Ruszyła szybkim krokiem, skręciła w prawo, przeszła kolejnym korytarzem i otworzyła trzecie drzwi po lewej. Znalazła się w pustym pomieszczeniu, od dawna nieużywanym. Znalazła je któregoś dnia przez przypadek, gdy wraz z Emily bawiły się w chowanego. Było tu duże okno, jej drzwi do wolności. Nie przypuszczała tylko, że będzie odczuwała takie przerażenie, gdy już się tu dostanie. Tutaj jej nikt nie znajdzie, nikomu nawet nie przyjdzie nawet na myśl, by jej tu szukać. To miała być ta „nowa” część sierocińca, jednak remontu nigdy nie ukończono. By jednak się do czegoś przydało, w sali umieszczono obrazy. Setki obrazów. A na nich ludzie i setki par oczu śledzące każdy jej ruch. Przeszły ją ciarki, jednak pokręciła głową. „Skup się”, powtarzała sobie. „I ruszaj się szybciej, przecież ktoś jeszcze jest w pobliżu”.
Doskonale zdawała sobie sprawę, że gdyby teraz ją nakryto dostałaby nadzór do końca życia i już nigdy by się stąd nie wydostała. A kara byłaby niezwykle surowa. Nie, nie pozwoli im na to. Uda jej się. Już prawie, wolność jest na wyciągnięcie ręki..
Usłyszała skrzypnięcie. Ktoś otworzył drzwi i zapewne w tej właśnie chwili wchodzi do pomieszczenia. To koniec. Już nie uda się jej uciec, nie zdąży się schować, czy cokolwiek zrobić. Odwróciła się na pięcie z zamkniętymi oczami. W ich kącikach zbierały się łzy. I czekała tak na nieuniknione, jednak nic nie poczuła, nic nie usłyszała. Uchyliła delikatnie powieki i dokładnie rozejrzała się po pomieszczeniu, lecz nie dostrzegła nikogo. A drzwi, drzwi były zamknięte. Strach powoli znikał, a serce zaczynało bić umiarkowanym tempem. Odwróciła się w stronę okna, by wreszcie raz na zawsze opuścić to piekło. Niestety, jeszcze nie nastał czas na kontynuację planu.
Stanęła twarzą w twarz ze śmiercią.
~*~
Ubrana w zwiewną, białą sukienkę do kolan stanęła przed dużymi, drewnianymi drzwiami, ozdobionymi motywami roślinnymi. Po obu stronach stali mężczyźni w mundurach, którzy na jej widok otworzyli wrota, wpuszczając ją tym samym do środka. Ogromne pomieszczenie było jasne, ozdobione motywami nawiązującymi do antyku, jednakże mimo licznych kolumn, gzymsów i dużych, marmurowych schodów usytuowanych po obydwu stronach pokoju, pomieszczenie wydawało się puste. Pośrodku stał jedynie niewielki stolik i dwa fotele z czerwonym obiciem.
Zachwycona pięknem otaczającego ją miejsca, rozglądała się dookoła coraz bardziej zbliżając się do stolika. Wtedy usłyszała kroki dochodzące z góry. I ujrzała go. Mężczyznę ubranego całkowicie na czarno z kapeluszem na głowie, schodzącego ze schodów. Niestety nie widziała żadnych szczegółów na jego twarzy, co tłumaczyła sobie dużą odległością i kapeluszem, jednakże gdy zbliżył się do niej na wyciągnięcie ręki, nic nie dostrzegła. Nie miał brwi, nosa, oczu, ust. Niczego.
Nie będąc w stanie wydać z siebie żadnego odgłosu, zakryła sobie usta dłońmi. Była przerażona. Odwróciła się szybko i ruszyła w stronę drzwi. Postać okazała się jednak szybsza i zręcznie chwyciła jej rękę w nadgarstku, zmuszając ją do odwrócenia się. Mężczyzna kiwną głową i drugą ręką wskazał na stolik. Dziewczyna niepewnie kiwnęła głową, dzięki czemu uwolniła się z bolesnego uścisku. Siadając na jednym z krzeseł zauważyła szachownicę na stoliku. „Mam z nim zagrać?”, zastanawiała się.
Jej wątpliwości szybko zostały rozwiane, gdy kiwną w jej stronę głową i wskazał na jasne pionki znajdujące się po bliższej stronie szachownicy. Miała zacząć. Spuściła wzrok starając się nie patrzeć na wynaturzenie siedzące naprzeciwko. Nie rozumiała też, jak chce on grać, jeśli nie posiada oczu, jednakże wiedziała, że nie może zrezygnować z meczu. Zdawała sobie sprawę, że nie pozwoliłby jej na to.
Przesunęła jeden z pionków, czwarty od prawej, o dwa pola naprzód. Mężczyzna zaś ruszył pionkiem tak, że znalazł się na sąsiednim polu. Teraz mogła go zbić. Nie rozumiała tylko, dlaczego przeciwnik posłał go na straty. Czy to część jego strategii? Tego nie wiedziała, jak i również tego, czy mecz ten jest tylko i wyłącznie meczem towarzyskim, czy też wygrana ma znaczenie. Nie chciała ryzykować, więc musiała to wygrać.
W ruch poszły kolejne pionki, doszło do kilku „zbić”. Starała się przewidywać ruchy mężczyzny o kilka do przodu, jednakże ten za każdym razem robił coś niespodziewanego. Sam również zastanawiał się chwilę, dwie, a czasami nawet i dłużej, jednak wszystko co robił, każdy jego ruch był pewny. Ona zaś nie była przekonana do słuszności żadnego ze swoich posunięć. Jej królowa zbiła wieżę, a on następnie podsunął jej skoczka. Dlaczego pozbawiał się kolejnych bierek? Przyjrzała się szachownicy. Nie miał możliwości na żaden podstęp. Przesunęła królową na miejsce konia i odłożyła go na bok. Mężczyzna oparł się wygodniej, przyłożył dwa palce do brody i przekrzywił lekko głowę, tak jakby wpatrywał się w jej hetmana. Sekundy zmieniały się w minuty. Czas dłużył się niemiłosiernie. Bawiła się palcami, chcąc zająć się czymś i tym samym nie dopuścić do siebie myśli i przypuszczeń, kim to „coś”, ten mężczyzna jest i co od niej chce.
Nie wiedziała ile tak siedziała, czekając na jego ruch, ale gdy ten lekko się poruszył, jej wzrok automatycznie skierował się na jego postać, co wzbudziło w niej po raz kolejny odrazę, która rosła za każdym razem, gdy na niego spojrzała. Chwycił swojego gońca i dopiero wtedy dostrzegła swój błąd. Przesunął go powoli, a jego wędrówka zakończyła się dopiero przed jej królem.
Szach mat. Przegrała.
~*~
Strach wracał, a serce znów biło jak oszalałe. Nie odważyła się wykonać żadnego ruchu, starała się nawet nie oddychać. Nie wiedziała co zrobić, zresztą zdawała sobie sprawę , że nic już się zrobić nie da. Karciła się w myślach za własną głupotę i naiwność. Jak ona mogła pomyśleć, że już jest bezpieczna? Przecież zamknięte drzwi o niczym nie świadczą. Straciła czujność i teraz miała za to zapłacić. W duszy nie iskrzyła się nawet odrobina nadziei, wygasła w chwili, gdy stanęła tuż przed postacią. Czuła się jakby przegrała jakąś walkę, walkę o swoje życie i wolność.
Bez wątpienia był to mężczyzna, ubrany cały na czarno, w długi płaszcz i kapelusz, wręcz scalał się z panującym dookoła mrokiem. Mimo, że wszystko widziała w miarę dokładnie, a odległość między nią, a mężczyzną była niewielka, nie mogła dostrzec jego twarz. Jakby jej nie miał.
Wyciągnął coś z kieszeni, lecz nie mogła zidentyfikować przedmiotu. Wiedziała, że to koniec. Zostanie ukarana za próbę ucieczki, kolejna dawka bólu i upokorzenia. Poczuła lekkie ukłucie, a następnie przyjemne ciepło rozpływające się po brzuchu. Zakręciło jej się w głowie, przed oczami pojawiało się coraz więcej czarnych plamek. Słabła, czuła to. Upadła na kolana i jak przez mgłę ujrzała przed sobą niewielki, zakrwawiony nóż. Dłońmi przesunęła po brzuchu szukając rany, była pewna, że tam jest. Znalazła i gdy tylko jej dotknęła, delikatnie, opuszkami palców, ból uderzył z niewiarygodną siłą. Zachwiała się lekko. I choć teraz każdy ruch zwiększał jej cierpienie, rozejrzała się dookoła. Mężczyzny nie było.
Nie mając już siły, położyła się na podłodze i czekała. Czekała na swoją śmierć. Nie chciała, żeby to wszystko tak się skończyło, przecież całe życie było przed nią, świat spoza murów sierocińca czekał na nią, jednak nie czuła smutku. Ani strachu, ani bólu. Nie czuła już nic. Wszystko się skończy. Tu i teraz. Po chwili ucichł nawet zegar, którego bicie jeszcze niedawno słyszała.
Jeśli tak wygląda śmierć, to nie rozumiem, czego ludzie się boją. Przecież to szczęśliwa chwila, gdy już nic nie czujesz.